czwartek, 31 grudnia 2015

Ktoś nowy..

Po kolejnym ciężkim i samotnym dniu w szkole wybrałam się do pobliskiej galerii handlowej. Oddalona była o zaledwie 2 km, więc w ciepłe dni idealna trasa na spacer, aby odpocząć i na spokojnie przemyśleć przebyty dzień. Zakupy to zdecydowanie nie były, chodziłam tam raczej pooglądać ubrania, których nigdy nie będę mieć. To był mój jedyny pomysł na to, żeby wyjść z domu. Przecież kto chciałby ze mną wyjść na spacer czy do baru posiedzieć, pośmiać się. Kilka razy w tygodniu samotnie przemierzałam centrum w poszukiwaniu nowości. Liczyłam, że może spotkam kogoś nowego, ktoś zaczepi mnie i nawiążę nową przyjaźń. Jak jeszcze kilka lat temu przed wypadkiem siostry razem chodziłyśmy tutaj, razem śmiałyśmy się i patrzyłyśmy na chłopców. Ale teraz gdy jej  nie ma to sama staram się jakoś zrelaksować po ciężkim dniu w taki sposób. Jednak nie przynosi to wielkich efektów. Samej to nie to samo co kiedyś z moją kochaną siostrą. Gdy ona tu była wszystko było lepsze. Nigdy nie winiłam nikogo za takie życie, ale jednak pragnęłam mieć pieniądze, pełno ubrań i przyjaciół. Chciałam być zwykłą nastolatką. Ale wracając do tamtego pamiętnego dnia..
Spacerowałam bez celu po tym centrum handlowym i oglądałam witryny sklepów. Moją uwagę przykuła jedna sukienka. Czarna z odkrytymi plecami i do tego bardzo krótka oraz bardzo seksowna. Nie wiem czemu, ale postanowiłam ją przymierzyć i zobaczyć, jak będę w niej wyglądać. Znalazłam odpowiedni rozmiar i poszłam do przymierzali. Zaczęłam powoli ściągać moje ubrania, bluzę, dresy, t-shirt. W końcu zostałam w samej bieliźnie i zaczęłam przeglądać się w lustrze. Pomyślałam, że ciało mam bardzo ładne, krągłe kobiece kształty, niczego mi nie brakowało. Niestety jedyne co przeszkadzało to moja twarz. Nigdy nie byłam z niej zadowolona. Włosy związane w kitkę i prosta grzywka do tego przez którą wyglądałam dalej jak dzieciak z podstawówki. Rozpuściłam włosy i od razu lepiej wyglądałam, a zwłaszcza w bieliźnie. Ba! Wyglądałam atrakcyjnie. Tylko ta grzywka i niezbyt równo ścięte włosy. Przydałoby się iść do fryzjera podciąć włosy, a może całkowicie zmienić fryzurę? Może przefarbować? Ale czy nie będę śmiesznie wyglądać? Gdyby siostra była to by doradziła mi.
Gdy już przymierzyłam tą piękną sukienkę wyszłam z przymierzalni do wielkiego lustra, aby się cała przejrzeć. Było mi bardzo pięknie w tej sukience, wyglądałam jak kobieta.  Nagle dostrzegłam osobę, która mi się przyglądała. Wysoki, przystojny, brązowowłosy chłopak. Był to Kamil. Urzekł mnie od razu swoją urodą. Po prostu mój ideał. Złapałam z nim kontakt wzrokowy i delikatnie się uśmiechnęłam. Co miałam do stracenia. Najwyżej odwróci się i nigdy więcej go nie zobaczę. Kamil zaskoczył mnie i podszedł oraz zaczął rozmowę. Zaczął pytać o szkołę, wiek, zaczęły się komplementy na temat mojego ciała w tej sukience. Odpowiedziałam mu, że nie mam pieniędzy na kupno jej i tylko oglądam oraz przymierzyłam ją z myślą, że kiedyś na imprezę taką ubiorę. Zaskoczył mnie. Nie znałam go w ogóle, a Kamil postanowił kupić mi ją. Z początku nie chciałam się zgodzić na to, ale po jego naleganiach uległam i zgodziłam się. Był starszy ode mnie. Chodził do klasy maturalnej, a ja tylko do 2 gimnazjum. Nie przeszkadzało mi to, a myśl, że spodobałam się starszemu chłopakowi, i do tego takiemu chłopakowi, cieszyła mnie. Myślałam, że będę popularna i będę mogła wkręcić się w towarzystwo.Do tego taki przystojniak jak on i taka szara myszka jak ja to idealna para, a zarazem para łamiąca tabu par z jednej “klasy społecznej”. Przecież nawet taki szarak jak ja może spodobać się szkolnemu przystojniakowi.
Przebrałam się i poszliśmy do kasy. Zapłacił mi za sukienkę i ciągle komplementując mój wygląd poszliśmy do jego samochodu Zaprosił mnie do siebie, żeby się lepiej poznać, a ja chciałam mu podziękować za sukienkę jakimś buziakiem albo kawą. Po zejściu na parking zobaczyłam czarne bmw E90. Piękny samochód. Nigdy nie jechałam z chłopakiem, ba!


Z kolegą samochodem. To był taki mój pierwszy raz. Szara myszka Alex, która wsiada do samochodu takiego przystojniaka i jedzie z nim do niego do domu. Podczas podróży przez miasto, Kamil łapał mnie za dłoń i przysuwał do swoich ust, aby pocałować, a ja nie byłam w stanie mu się oprzeć i rozpływałam się. Ledwie go znałam, ale jednak czułam się przy nim bardzo bezpiecznie. Jechaliśmy przez miasto, a ja podziwiałam widoki tego pięknego naszego zakątka ziemi przez okna. Kamil cały czas umilał mi drogę rozmową. Był bardzo rozmowny i inteligentny, o wszystkim rozmawialiśmy. Co z tego, że poznaliśmy się godzinę wcześniej. Czułam, że to był początek czegoś nowego, nowej mnie.

wtorek, 29 grudnia 2015

Początek..


Nazywam się Alex, a właściwie to każdy tak do mnie mówi. Jestem niezwykła, wyjątkowa. Wszyscy mi to powtarzają. Ale ja nikomu nie wierzę.
Nie potrafię pomyśleć o sobie, że mogłabym być kimś ważnym, wyjątkowym w czyichś oczach. W końcu nikt nie powie o mnie, że jestem ładna, znana, sympatyczna i chociażby lubiana przez swoich najbliższych przyjaciół. Ba, ja nawet nie mam przyjaciół. Nie przeszkadza mi to, aczkolwiek chciałabym wreszcie to zmienić. Nie mam jednak odwagi, by z kimkolwiek bliżej się poznać. Odkąd znalazłam się w tej klasie z nikim nie mam bliskich relacji poza podaniem sobie lekcji za pomocą portali społecznościowych. Nikt nie chciał mnie bliżej poznać, a i ja nie wychodziłam z inicjatywą, by się do kogoś zbliżyć. Całe przerwy siedziałam ze słuchawkami w uszach, słuchając ulubionej muzyki. Smutnym wzrokiem wodziłam za wszystkimi. Czekałam na minimalny gest z ich strony, ale sama nie byłam zdolna na wykonanie najmniejszego do nich. Nie dziwię się, że całe dotychczasowe życie przemierzałam samotnie. Tak było do pewnego czasu. W końcu kiedyś musiałam się zmienić. Zacznijmy więc historię od samego początku.

W gimnazjum czułam się odtrącona przez wszystkich. Czułam się samotna. Klasa była pełna pięknych dziewczyn i przystojnych chłopców, a wśród nich ja. Szara myszka i czarna owca towarzystwa. Biedna, brzydka dziewczyna. Wyśmiewana przez wszystkich. Nie zapraszali mnie na żadne imprezy i jedynym zajęciem na piątkowe wieczory było płakanie w poduszkę, czasami tylko po to, żeby sobie ulżyć. Płacz oczyszcza. Podobno. Ale u mnie powodował jeszcze większy ból. Jedyną odskocznią była nauka. W szkole zawsze dobrze mi szło, zbierałam dobre oceny, ale nie byłam klasowym kujonem. Każdego dnia myślałam o tym, jak to jest wychodzić na imprezy i po nocach marzyłam o tym, żeby wreszcie gdzieś wyjść. Snułam dalekie plany, jak to zakładam na siebie modne ciuchy, dobrze bawię się ze znajomymi i cieszę się z życia. Niestety to nie nastąpiło.

Całymi popołudniami siedziałam w oknie i marzyłam sobie. Pragnęłam zacząć żyć jak każda nastolatka. To było moje marzenie. Gdy organizowano klasowe imprezy, zawsze pomijano mnie na liście gości. W pierwszej klasie gimnazjum została zorganizowana impreza zapoznawcza. Zostałam na nią zaproszona, ale po kilku pierwszych chwilach od przyjścia nowo poznane koleżanki zaczęły mnie obmawiać za plecami. Niestety nie udało mi się zaaklimatyzować i od tamtego wieczoru jestem sama w klasie. Minął rok, a ja dalej samotnie brnę przez życie. Wszystkie koleżanki zawsze pięknie wymalowane i ubrane, a ja jak ich młodsza siostra, ta brzydka i wyglądająca jak dziecko z podstawówki. Ciągle słyszałam docinki pod moim adresem w kwestii moich ubrań czy fryzury. Często chodziłam w za dużych na mnie bluzach i swetrach. Dresy i luźne spodnie były dla mnie najwygodniejsze i najczęściej w nich chodziłam. Nie nosiłam modnych koszulek ani fikuśnych spodni podkreślających moje pośladki, były dla mnie zwyczajnie zbędne, ponieważ nie byłam zbyt atrakcyjna, więc po co miałam się stroić. Włosy najlepiej jak miałam związane w kucyk, a grzywkę rozwianą przez wiatr. Do tego jeszcze nie malowałam się, więc moja twarz wyglądała zawsze na zmęczoną. Docinki były na początku dziennym, ale po pewnym czasie przestałam na nie reagować. Moim najlepszym przyjacielem stałam się ja sama. Przesiadywanie godzinami w oknie stało się codziennością, a moi rodzice nie widzieli nic złego w tym, że jedyne moje wyjścia z domu to były wyjścia do szkoły. Miałam dobre oceny. Nauczyciele mnie chwalili i tylko to się dla nich liczyło. Mimo to, że nie poświęcali mi należytej uwagi, nie przeszkadzało mi to, miałam czas dla siebie. Ale jednak czasami potrzebowałam, żeby ktoś mnie wysłuchał, wtedy siadałam w oknie i tworzyłam scenariusze w głowie, jak to rozmawiam z koleżankami z klasy o problemach, a one rozumieją mnie. Często też mówiłam do swojego wymyślonego przyjaciela. On jednak nigdy nie odpowiadał. Udawałam, że po prostu mnie słucha i przytula. Na więcej nie było mnie stać. Nawet wyimaginowany przyjaciel nie był w stanie zmienić mojego życie na lepsze. Nadal byłam sama jak palec. Każdego dnia nie miałam nikogo oprócz siebie.
Nigdy nie miałam chłopaka, ani się z nikim nie całowałam. Chciałam przeżyć tę pierwszą miłość i znaleźć tego jedynego. Jak każda młoda kobieta marzyłam o księciu z bajki, który przyjedzie do mnie na białym koniu z bukietem ulubionych kwiatów. Od zawsze byłam wielką marzycielką. Jakby oderwaną od świata rzeczywistego, wiec może to przez to ludzie nie chcieli mnie znać. Wszyscy chłopcy z klasy, wszyscy znajomi ze szkoły nie zwracali na mnie uwagi, nie było mi dane znaleźć tej drugiej połówki. Mogłam tylko patrzeć na szczęśliwe pary koleżanek i kolegów i marzyć w nocy, żeby coś takiego przeżyć. Często myślałam, jak to by było mieć chłopaka. Spędzać z nim popołudnia, wieczory, wspólne noce. Całować się, przytulać, a kiedyś ślub, dzieci. Myślałam, że kiedyś, może w szkole średniej, znajdę tego mężczyznę życia, ale klasowe piękności codziennie wybijały mi to z głowy. Docinek nie było im nigdy dość. Każdego dnia chciałam iść do szkoły, aby nie siedzieć w domu, poza tym lubiłam się uczyć, ale jednocześnie nie chciałam tam iść, miałam dość nienawiści klasy w stosunku do mnie. Chciałam to zmienić, zaprzyjaźnić się z grupą, ale jednak nie potrafiłam. Zostałam całkowicie odtrącona od nich. Czułam się samotna. Nie byłam wystarczająco silna, aby stawić im czoła i przeciwstawić się wyzwiskom i oszczerstwom. Przez cały rok znosiłam to każdego dnia, nocami czasami zdarzało mi się płakać w poduszkę z bezsilności. Chciałam mieć kogoś bliskiego, aby zrozumiał mnie, ale jednak nie potrafiłam się zaprzyjaźnić.


Do mojego serca dotarła tylko jedna osoba. Moja siostra. To ona jako jedyna mnie rozumiała, jako jedyna potrafiła godzinami rozmawiać ze mną o głupotach i śmiać się przy tym do rozpuku. Dzięki niej moja twarz promieniała, a serce aż chciało się wyrwać z piersi. Była starsza ode mnie o pięć lat. Była moim ideałem. Nie przypadkowo mówię o niej w czasie przeszłym. Jej już nie ma. Odeszła. Zginęła na moich ochach, przechodząc przez ulicę tuż przy naszym osiedlu. Za chwile miała być już w domu. Widziałam ją z okna naszego pokoju. Często to właśnie tam jej wypatrywałam. Siadałam na parapecie i czekałam, aż zjawi się przed naszym blokiem, pomacha mi i zniknie, wchodząc do klatki, a po chwili zadzwoni do drzwi i będę mogła rzucić się jej w ramiona. Miałam z nią lepszy kontakt niż z matką, która niestety dużo pracowała, tak samo jak ojciec. Chcieli nam obu zapewnić jak najlepszą przyszłość, więc harowali, a my zajmowałyśmy się sobą. Dziś jest ten dzień, w którym zostawiła mnie na tym świecie samą. Znowu siedzę od rana nad jej grobem i wpatruję się w małe zdjęcie na pomniku. Jest tam taka uśmiechnięta. A ja płaczę. Straciłam najważniejszą dla siebie osobę.